Miasto cudów (Eduardo Mendoza)

19 września 2019

Eduardo Mendoza w swojej książce „Miasto cudów” nakreśla obraz społeczeństwa przełomu XIX i XX wieku, wskazując na zmiany cywilizacyjne, polityczne i gospodarcze. To przede wszystkim detalicznie perfekcyjna publikacja, sprawiająca wrażenie relacji, dokumentu. Świat, a właściwie światek, w jakim grzęźnie główny bohater, jest dzięki plastyczności opisów zepchnięty na dalszy plan. Między innymi w ten sposób marginalizują się jego problemy, spychane w nicość, w cień. Czytelnika należy uczulić, iż autor z tempem akcji nigdzie się nie spieszy, swobodnie się przechadza, notuje, zauważa. Nie każdego cierpliwość jest w stanie aż tak dedykować czas lekturze, warto o tym pamiętać.

Onofre Bouvila, wychowany na wsi młodzieniec, przybywa do stolicy Katalonii w latach 80. XIX wieku. Jak sam zauważa nie robi nic specjalnego, jest po prostu człowiekiem szukającym dla siebie lepszego życia, bogatszego w perspektywy. Będąc na miejscu ima się różnych zajęć, na początku z dość opłakanym skutkiem. Zdarza się, że roznosi propagandowe ulotki (nie interesuje go przekaz, a dobry zarobek), handluje nieruchomościami, jest figurantem sytuacyjnym, zdarza się, że kradnie. Po pewnym czasie zapomina o swoich marzeniach, by być dumnym z tego co się osiągnęło, za wszelką cenę próbuje się wzbogacić. Wchodzi więc coraz głębiej w świat szemranych interesów, powiększa kręgi zaufanych ludzi, sam zdobywa takowe u możnowładców. I nagle, nie wie nawet kiedy, staje się najbogatszym z mieszkańców miasta. Ilość pieniędzy rośnie z dnia na dzień, z minuty na minutę i wtedy właśnie, proporcjonalnie, spada wartość jego samego, jako człowieka.

 

Człowiek, który sam się siebie brzydzi

Onofre jest przedstawiony w taki sposób, że nie mamy najmniejszych wątpliwości co do intencji pisarza. Gardzimy nim i nie chcemy go znać. Dwulicowy, śliski osobnik, który dodatkowo zatraca wszystkie pozytywne odruchy. Każdy gest jest wyważony, a każdy czyn kalkulowany, jakby od nieistotnych detali zależało, czy dzisiaj zarobi dostatecznie dużo pieniędzy, by być z siebie dumnym.

Antypatyczność bohatera zostaje przeciwstawiona pięknu miasta, jego potędze i niekwestionowanemu stylowi. Barcelona, stając się osobnym bohaterem, przeprowadza nas przez swoje ulice pomagając poznać mieszkańców, ich warunki, a przede wszystkim relacje i antypatie. Piorunujące wrażenie robią opisy metropolii w zestawieniu z różnicami atmosferycznymi i porami roku – wyraziste wschody słońca, zapierające dech w piersiach zachody, przytłaczający skwar lub biczujący deszcz. To miasto koniec końców będzie potęgą najwyższą, która będzie istniała na długo po tym, kiedy Onofre przeminie.

 

Tagi
Kategoria Książki #zapowiedzi